1. Jak wygląda flaga Polski? Flaga podzielona na dwa poziome pasy – biały na górze, czerwony na dole. 2. Jak wygląda godło Polski? Bialy orzel na chervonym tle ze złotą koronę. 3. Hymn Polski? Mazurek Dąbrowskiego – polska pieśń patriotyczna. Jeszcze Polska nie zginęła, Kiedy my żyjemy. Co nam obca przemoc wzięła, Szablą Podobnie jak w przypadki godła i herbu, wyjątek w tej materii stanowi Kaszëbskô Jednota, która we wspomnianej wyżej Deklaracji ideowej, określa barwy naszej flagi: Kaszubska flaga narodowa ma barwy czarno-żółte, które wiążą się z naszym herbem, czyli zwróconym w prawo czarnym gryfem w koronie na złotym polu tarczy herbowej. Flaga: Bośnia i Hercegowina. The Flag: Bosnia & amp; Emoji z Hercegowiny jest sekwencją emoji 🇧 oznaczenia regionalnego oznaczonego literą B i 🇦 oznaczenia symbolicznego regionalnego oznaczonego literą A. Są one wyświetlane jako pojedyncze emoji na obsługiwanych platformach. Jak wygląda flaga Korei Północnej. Zdjęcie tego symbolu państwowego podano powyżej. U jego podstaw możesz wykonać następujący opis flagi Korei Północnej: Trójkolorowa szpilka. Rozszerzony poziomo (w stosunku 1 do 2); W centrum — szeroki pasek czerwieni. Belgrad ( serb. Београд, Beograd [ b e ǒ ɡ r a d], starożytne Singidunum, daw. Białogród, węg. Nándorfehérvár [4]) – stolica i największe miasto Serbii położone na północy kraju przy ujściu Sawy do Dunaju; jugosłowiańskie miasto-bohater [5] . Vay Nhanh Fast Money. Belgrad to największe miasto w Serbii i stolica kraju. To też miasto po którym nie spodziewaliśmy się tylu atrakcji! Jechaliśmy tam z nastawieniem, że jeden dzień w zupełności nam wystarczy na zwiedzanie, a na koniec czuliśmy niedosyt. Zdecydowanie moglibyśmy zostać tam dłużej. Zobaczcie jakie ciekawe atrakcje skrywa Belgrad i co warto tam zobaczyć mając tylko jeden dzień. Na początek kilka słów o Belgradzie. W języku serbskim „Belgrad” (Beograd / Београд) oznacza „białe miasto”. Tak jak wiele innych miast na Bałkanach, stolica Serbii również została zniszczona w czasie wojny. W 1999 roku siły NATO przez 78 dni bombardowały miasto. Do dzisiaj widać miejscami zniszczenia z tamtych czasów. Częśc zniszczonych budynków do tej pory nie została odbudowana. Mimo to, uważam, że Belgrad jest pięknym miastem, które warto zobaczyć. Spis treści1 Twierdza belgradzka i park Kalemegdan2 Cerkiew świętego Sawy3 Ulica Skadarska4 Plac Republiki5 Mapa6 Co zobaczyć niedaleko Belgradu?7 Podsumowanie Twierdza belgradzka i park Kalemegdan Zdecydowanie nasz numer 1! W każdym większym mieście na Bałkanach znajdziecie jakąś twierdzę. Ta w Belgradzie jest o tyle niesamowita, że znajduje się przy ujściu dwóch rzek: Dunaju i Sawy. Właśnie na wzgórzu gdzie stykają się te dwie rzeki, znajduje się park Kalemegdan i twierdza belgradzka. Widoki z góry są po prostu nieziemskie. Najlepsze widoki są obok pomnika Pobednik czyli Zwycięzcy. Pomnik upamiętnia serbskie zwycięstwo na Imperium Osmańskim, austro-węgierskim oraz późniejsze w trakcie I wojny światowej. Sama twierdza powstała już w 3 w Początkowo mieszkańcy Belgradu żyli tylko w obrębie jej murów, później wraz ze wzrostem liczby ludności, miasto rozrosło się dokoła twierdzy. Na terenie parku znajduje się też Muzeum Wojskowe, a część jego wystawy można obejrzeć tuż obok muru twierdzy. Twierdza belgradzka z drona Cerkiew świętego Sawy Największa cerkiew prawosławna w Belgradzie i jedna z największych na świecie. Na żywo robi naprawdę niesamowite wrażenie, jest po prostu ogromna! Co ciekawe budowę ukończono dopiero w 2001 roku. Warto tutaj wspomnieć, że prawosławie jest dominującym wyznaniem w Serbii. Aż 85% mieszkańców to wyznawcy prawosławia. Cerkiew świętego Sawy to miejsce, które po prostu trzeba zobaczyć w Belgradzie. Ulica Skadarska Ulica Skadarska lub jak kto woli Skadarlija. Bardzo klimtyczne miejsce, a to dzięki muralom na budynkach oraz wieczornej muzyce na żywo. Skadarska pełna jest restauracji, barów, w ciągu dnia jest tam raczej pusto, za to wieczorami miejsce tętni życiem. Warto tu przyjść w ciągu dnia żeby zrobić zdjęcia, a wieczorem żeby poczuć prawdziwy klimat, posłuchać serbskiej muzyki granej na żywo w wielu restauracjach. Plac Republiki Plac w samym sercu Belgradu. Po środku placy znajduje się pomnik Mihailo Obrenovića, księcia Serbii, na koniu. Dlatego też mieszkańcy miasta nazywają często to miejsce placem „obok konia”. Obok placu znajduje się znana ulica Knez Mihaila. Przeznaczona jest tylko dla ruchu pieszych, pełno tam sklepów, restauracji czy sklepów z pamiątkami. Mapa Jak zawsze przygotowałam dla was mapę z zaznaczonymi atrakcjami Belgradu, tak aby łatwiej było wam zaplanować waszą podróż. Co zobaczyć niedaleko Belgradu? Jeśli jesteście w Belgradzie na dłużej i chcielibyście zobaczyć coś jeszcze poza stolicą to polecam wam wybrać się na jednodniową wycieczkę do Nowego Sadu. Nowy Sad znajduje się zaledwie godzinę drogi od Belgradu i jest to idealne miasto do zobaczenia w jeden dzień. Podsumowanie Wiele osób polecało nam pójście do Muzeum Tesli. Nikola Tesla to najbardziej rozponawana osoba w Serbii. Bardzo chcieliśmy odwiedzić to muzeum, niestety okazało się, że jest zamknięte w poniedziałki, a my akurat byliśmy w Beglradzie w poniedziałek. Następnym razem na pewno pójdziemy do Muzeum Tesli. Nie spodziewaliśmy się, że Belgrad jest takim ładnym miastem. Bardzo nam się tam spodobało, a poza tym spotkaliśmy tam naprawdę niesamowitych ludzi. Serbowie byli dla nas przemili. Nie mieliśmy problemu żeby dogadać się po angielsku, a czasem nawet po polsku, ze względu na podobieństwo między polskim, a serbskim. Zawsze też uzyskaliśmy pomoc od przypadkowych osób. Polecam wam serdecznie wizytę w Belgradzie 🙂 A opisane miejsca i jeszcze więcej możecie zobaczyć w naszym vlogu z Belgradu! W stolicy Serbii – Belgradzie czy to tylko na kilkanaście godzin, czy też na dłużej, bo dwa dni byłem już chyba szósty raz. Wciąż uważam, że Belgrad to znakomite okno na Bałkany. Stąd można dostać się wszędzie w regionie. Jednak niemalże od pierwszego wejrzenia wciąż mnie to miasto nudzi, wciąż uważam, że nic bardzo ciekawego tu nie ma i można stąd tylko uciekać. Ileż ja rozmów o tym ze znajomymi przeprowadziłem… Ileż osób przekonywało mnie do tego, że Belgrad ma wiele wspaniałych atrakcji i fantastyczny klimat do imprezowania. Spis treści1 Belgrad pierwsze wrażenia2 Zwiedzanie atrakcji Kalemegdan – główny zabytek Nietypowe atrakcje Cerkiew świętego Parlament w Skadarlija – bajkowa ulica Deptak Kniazia Michała – w sam raz na kawę3 Belgrad – miasto imprez4 Jedzenie w Belgradzie5 Jak dojechać na lotnisko i z lotniska w Belgradzie6 Nocleg i hotele w Belgradzie Dla mnie Belgrad ma trzy piękne miejsca, które bardzo lubię: dworzec kolejowy, dworzec autobusowy i lotnisko. Wszystkie uwielbiam za to, że pozwalają opuścić to brzydkie miasto, które od kilku lat nie może mnie do siebie przekonać, ale z którego bardzo łatwo dostać się na całe Bałkany. Belgrad pierwsze wrażenia Chaos, turystyczna nuda i zwyczajny brak atrakcji, to moje główne zarzuty względem Belgradu. I niezależnie czy jestem tu sam, czy przyleciałem z kimś, odbieram to miasto tak samo. Nie ma też znaczenia, skąd zaczniemy wizytę w Belgradzie. Przyjedziemy pociągiem na dworzec? Wygląda słabo, zjawimy się na dworcu autobusowym? Jest jeszcze gorzej. Nie lepiej jest zacząć od samolotu, bo co prawda Air Serbia to wspaniała linia lotnicza, to jednak tuż po opuszczeniu samolotu nie jest magicznie. Dobra, lotniska rzadko kiedy są piękne 🙂 Autobus numer 72 z lotniska imienia Nikola Tesli w Belgradzie daje aż nadto czasu na podziwianie widoków miasta, przez 40 minut jedziemy opłotkami od których brzydoty bywa, że bolą oczy. Bloki, bloki, bloki… Chociaż zawsze może być gorzej, mógłby np. jechać przez Nowy Belgrad i jego brutalistyczne wieżowce. Te są „jakością” samą w sobie. Stojące w pewnej odległości od siebie ogromne, zwaliste szafy na ludzi są po prostu nieludzkie. Brzydkie jak cały brutalizm. A miałem okazję się im przyglądać, bo pewnego razu, kiedy wracałem z Festiwalu Trąbki w Gucy, wysadzono mnie z samochodu właśnie w tej okolicy. Jadąc do centrum miałem czas, aż za dużo czasu na „podziwianie i kontemplację.” Jedna z ulic w Belgradzie. Tak wygląda prawie całe miasto, chociaż Nowy Belgrad wygląda jeszcze gorzej. Przyjmijmy zatem, że przylecieliśmy samolotem, bo dzięki dobrym cenom biletów w Air Serbia, tak właśnie zdarza mi się witać Belgrad. Ok, to były stare dzieje, bo teraz prymat przejął już rodzimy LOT i nie zawsze jest bardzo tanio. Po tym, kiedy jadąc z lotniska naoglądam się widoków z okna autobusu, kiedy dojeżdżając do centrum Belgradu, wydaje mi się, że teraz będzie tylko lepiej, następuje strzał w pysk i miejsce wysiadki. Plac, pętla komunikacyjna Zeleny Venac. Kolejny burdel i brzydota, która jest kompletnie bezklimatyczna, bo na przykład ta z Azji ma w sobie jakiś wdzięk kipiącego życia. Opuszczam zatem Zeleny Venac, który jest głównym punktem przesiadkowym w centrum Belgradu i idę obejrzeć położone tuż obok „stare miasto.” Chociaż stare miasto to też nazwa na wyrost, bowiem tu po prostu czegoś takiego nie ma. Jest deptak Kniazia Michała i Kalemegdan. Kalemegdan to twierdza położona na szczycie góry i zajmująca dużą, ogromną nawet przestrzeń otoczoną parkiem. Park przed twierdzą Kalemegdan – główną atrakcją Belgradu Zwiedzanie atrakcji Belgradu Ale do twierdzy trzeba dojść, zatem człowiek ma nadzieję na obcowanie z czymś, co świadczy o historii miasta, o jego tradycji, wzlotach i upadkach. Tylko, że tu dostaje się mizerny widok, jest jakieś poplątanie XIX wieku i utrzymanych w tym stylu kamieniczek z paskudnymi widokami betonowych klocków postawionych tu za czasów socjalistycznej Jugosławii. Widząc to, spust od ładunków wybuchowych sam się w kieszeni naciska. Nic to, idę dalej deptakiem Kniazia Michała i doceniam np. to, że nie jeżdżą nim samochody. A to wielki plus, bo przez samochody uważam, że np. Budapeszt traci swój potencjał i z tego powodu nie ciągnie mnie tam z powrotem. Do Belgradu jednak ciągnie mnie jeszcze mniej. Deptak w Belgradzie. Na zdjęciu jedno z najładniejszych ujęć, jakie możemy tu uchwycić. Wierzcie mi, że na żywo aż tak ślicznie nie jest. Kalemegdan – główny zabytek Belgradu Dochodzę do twierdzy Kalemegdan, górującej nad wpadającą nieopodal do Dunaju rzeką Sawą. Przechodzę przez park, mijam pomnik, wchodzę w bramę i widzę obiekty sportowe. Deczko zdezelowane, ale jednak. Okazuje się, że na terenie twierdzy całkiem nieźle rozwinęły się boiska do koszykówki czy też korty tenisowe. Cóż, załogi zbrojnej nie ma, to przynajmniej to wprowadza czasami deczko życia w mury. Ale nic to, bo tuż obok mamy Muzeum Wojska – kolejną atrakcję turystyczną, bowiem rzędem ustawili tu stary sprzęt wojenny. Są armaty i jest sporo innych rzeczy, służących do zabijania lub by się nie dać zabić. To co na zewnątrz to jednak nie wszystko, można obejrzeć kolejne eksponaty i przez ich pryzmat poznać historię regionu z perspektywy Serbów. Widok na Kalemegdan w Belgradzie Najciekawsza jest ostatnia sala, bo umieścili tam kilka części samolotu i strój noszony przez pilota zestrzelonego przez Serbów amerykańskiego bombowca. To akurat o tyle ciekawa historia, że Serbowie zestrzelili teoretycznie niewidzialny dla radarów samolot F-117. Zestrzelili go dlatego, że posługiwali się archaicznym sprzętem produkcji radzieckiej, który był na tyle „głupi”, że ignorował amerykańskie najnowocześniejsze zabezpieczenia i po prostu trafił w „niewidoczny” cel. I chyba to jedyna rzecz dla której warto pójść do tego muzeum, bo ryciny z tym, jak to się kiedyś „wesoło” nabijało ludzi na haki w ramach tortur i egzekucji, jakoś standardowo mnie nie pociągają. Podobnie jak muzea średniowiecznych narzędzi tortur, które z jakiegoś niewytłumaczalnego dla mnie atawizmu, zawsze muszą się znaleźć w każdym zamku. Tu też ostatnio widziałem drogowskaz pokazujący w którą stronę iść, by trafić do tej „atrakcji”. Nie skorzystałem, wystarczy mi to co już widziałem np. na zamku w Chocimiu. Aha, jeśli jesteście miłośnikami takich „atrakcji”, to najlepsze muzeum tortur, jakie w życiu widziałem, znajduje się na zamku w Reszlu, w naszej ojczyźnie. I cóż, oprócz tego na terenie twierdzy nie ma nic innego do zobaczenia, chyba że zależy nam na widokach, bo dla nich można się tu wybrać. Widok na miasto, który mamy z jednej strony nie powala na kolana, jednak ten na ujście rzeki Sawy do Dunaju, jest bardzo ładny i można mu poświęcić kilka minut. Koi oczy po brzydocie mocno niedoinwestowanego i wołającego o remont miasta. Nietypowe atrakcje Belgradu Jak już jesteśmy przy wojnach, to warto przejść się pod zbombardowane NATO’wskimi rakietami ministerstwo obrony. Precyzja strzałów naprawdę robi wrażenie i dokładnie widać, w które miejsce uderzyły pociski. Co prawda z tymi pociskami rożnie bywało, bo były nawet tak celne, że podczas bombardowań jedna trafiła w… ambasadę Chin. Ale to z powodu wprowadzenia złych koordynatów, bo bomba precyzyjnie trafiła tam, gdzie jej wskazano. Trafiła i wznieciła niezły pożar w dyplomacji. A dla CIA zdobyła sto punktów do nieudolności, bo to była ich spaprana akcja. Podobno na mapach mieli zaznaczone, że są tu składy amunicji Serbów. Któryś wywiad lub kontrwywiad zrobił świetną pracę i na pewno ktoś dostał premię. Zbombardowany przez nalot NATO budynek w Belgradzie Ruiny zniszczonego przez NATO ministerstwa w Belgradzie Cerkiew świętego Sawy A od zbombardowanych budynków będzie już prawie rzut beretem, bo około 2 kilometrów do wielkiej prawosławnej cerkwi świętego Sawy, której kopuła góruje nad miastem i jest widoczna z daleka – nawet z samolotu. Faktycznie wygląda imponująco, ale kiedy przyjdziemy już pod nią i wejdziemy do środka, dostrzeżemy, że jest ona w budowie i w środku jest pusta przestrzeń, owinięte osłonami ściany itp. A przed nią leżą ułożone jedna na drugiej przygotowane do ustawienia kolumnady. Cerkiew świętego Sawy w Belgradzie Parlament w Belgradzie Nic to jednak, nie załamujmy się, bo i ja miałem nadzieję na „lepsze jutro” a przynajmniej godziny i poczłapałem dalej, tym razem na północ gdzie moimi celami były budynki rządowe. Dotarłem do budynku parlamentu, który był chyba pierwszym, który w całości spodobał mi się w Belgradzie. Tak, otóż okazuje się, że w mieście tym, są też ładne i robiące wrażenie budynki, chociaż ich liczebność jest ograniczona do ilości palców pijanego drwala. Budynek parlamentu w Belgradzie Skadarlija – bajkowa ulica artystów By być sprawiedliwym, pisząc o atrakcjach Belgradu, nie można zapomnieć o ulicy Skadarlija, która robi chyba największe wrażenie z całego miasta. Wyłączona z ruchu samochodowego, zastawiona restauracjami, pięknie przyozdobiona kwiatami, aż się prosi, by spędzić na niej więcej czasu. I jedyne co przeszkadza i co przeszkadza mi we wszystkich miastach w każdym regionie świata to naganiacze do lokali. Jak ja nie lubię tej namolności. Będę chciał to wejdę, spojrzę w cennik i jak mi się spodoba to zostanę. Takie akcje są jednak robione w całym świecie, na sporą część ludzi działają. Skadarlija. Najpiękniejsza ulica w Belgradzie Uliczka robi wrażenie i jest po prostu piękna! Warto tu zajść nie tylko na kawę lub obiad, ale także po prostu posiedzieć na którejś z ławeczek. Ale będąc tu wykorzystajmy chwilę i poczytajmy na którejś z tabliczek informacyjnych o historii miejsca. Wiele osób o Skadarliji mówi, że to Montmartre w Belgradzie. Coś w tym jest! Ulica Skadarlija. Chyba najbardziej klimatyczna ulica w Belgradzie. Ukwiecona ulica Skadarlija w Belgradzie. Deptak Kniazia Michała – w sam raz na kawę Cóż, pozostaje wrócić w kierunku głównego deptaka czyli ulicy Kniazia Michała, gdzie szukając czegoś do zwiedzenia, od krańca do krańca przechadzają się turyści. Ale jak to pisał Adam Asnyk „Daremne żale próżny trud bezsilne złorzeczenia”… w Belgradzie po prostu nie ma wielu ciekawych miejsc i 5 godzin powinno wystarczyć z naddatkiem na całe miasto. Może nawet wraz z obiadem. Zapewne jednak będziemy odczuwali niedosyt i chęć zobaczenia czegoś więcej. Zatem w pobliżu deptaka zobaczymy budynek Teatru Narodowego i Muzeum Narodowego. Budynek tego ostatniego akurat był w remoncie i to co zwracało uwagę to zegar odliczający czas do końca remontu. Miejmy nadzieję, że nie zabraknie na nim czasu, bo swego czasu udało mi się załapać na jeszcze nie przykryty płachtami gmach i prezentował się bardzo ładnie. Teatr narodowy w Belgradzie. Spektakl słońca i chmur nad Belgradem. Na zdjęciu ulica Kniazia Michała Belgrad – miasto imprez Z tego miejsca warto powędrować na północ, by zapuścić się na opadające ulice, od których odchodzą małe uliczki z przytulnymi knajpkami. To tu nocą tętni życie. Życie tętni też obok portu i linii kolejowej przy nabrzeżu, gdzie ulokowały się offowe knajpki. Idąc wzdłuż Sawy, będziecie mijali wiele barek, wiele knajpek. Tu tętni życie do samego rana. Oczywiście w sezonie, kiedy na dworze nie pada i temperatura sama wygania na piwo i rakiję 🙂 Statki na rzece w Belgradzie. Na imprezę w upalną noc jak znalazł. Tylko, że ja akurat nie jeżdżę do dalekich miast po to, by się upodlić alkoholem. W tym celu znam wiele lokali w Warszawie, gdzie za zaoszczędzone z powodu „niewyjechania” pieniądze, można zaciekle walczyć o ból głowy dnia następnego. „Bezapelacyjnie, do samego końca. Mojego lub ich” – jak to mawiał klasyk. Aha, latem życie tętni też na barkach i na nabrzeżu rzeki. Dokładnie tak, jak to się dzieje w Warszawie na schodkach przy Wiśle. Można na chwilę poczuć się jak w domu w jednej z licznych knajpek lub na zacumowanych tu przy brzegu barkach. Ulica Kniazia Michała – Główny deptak Belgradu Jedzenie w Belgradzie Piekarnia w Belgradzie – w całym mieście, niemalże na każdym rogu znajdziemy piekarnie z zawsze świeżym i pysznym pieczywem I tu było dla mnie całkiem przyzwoicie, bo na śniadanie można śmiało zajść do którejś z licznych piekarń rozsianych gęsto po całym mieście. Tam zarówno na wynos jak też na miejscu kupimy smaczne bułeczki mniej bądź bardziej treściwe. Kupimy także np. sycącego burka z serem, który zarówno z racji tłustości, jak też sera nasyci nas na kilka godzin. A potem, jak już ponownie zgłodniejemy, warto się rozejrzeć za tanimi stołówkami, które oferują tanie lokalne specjały. Co ciekawe, da się tam spokojnie porozumieć po angielsku, a nawet jeśli nie to często mają wywieszone zdjęcia potraw, zatem głodni nie wyjdziemy i w ciemno nie musimy brać. W razie czego pozostaje gestykulowanie i liczenie na podobieństwo naszych języków 🙂 I na koniec: niech Was nie zwiodą całkiem ładne zdjęcia w tym artykule, to najciekawsze miejsca w całym Belgradzie, a idąc od jednego do drugiego, po prostu jest brzydko i bezklimatycznie. Jak dojechać na lotnisko i z lotniska w Belgradzie Samolot linii Air Serbia na lotnisku w Belgradzie Dojazd na lotnisko w Belgradzie nie nastręcza problemów. Jeśli nie mamy ochoty na skorzystanie z taksówki, możemy wsiąść na lotnisku w autobus numer 72 i po około 40 minutach dojechać nim do centrum na plac Zeleny Venac, który leży tuż obok turystycznego centrum i deptaku. Stąd będzie także bardzo blisko do dworców autobusowego i kolejowego w Belgradzie. Marsz do dworców wolnym krokiem zajmie nam nie dłużej niż 10 minut w kierunku południowo-wschodnim, czyli schodząc ze wzniesienia. Bilet kupujemy u kierowcy – kosztuje 150 dinarów. Jeśli nie mamy wymienionych pieniędzy, to na terenie lotniska stoją maszyny, które działają jak kantory. O każdej porze dnia i nocy zamienią nam dolary lub euro na dinary. Nocleg i hotele w Belgradzie Jeśli będziecie spali w Belgradzie, to gorąco polecam nocleg w Wake Up hostel. I niech Was nie zmyli nazwa, bo ten hostel prezentował sobą lepszy standard niż wiele hoteli w których się zatrzymałem. Czyste pokoje z pachnącą pościelą, w centrum miasta tuż obok głównej turystycznej dzielnicy Belgradu. Co ciekawe, jeśli przylecicie wieczornym połączeniem z Polski, to obsługa poczeka do Waszego przybycia, by Was powitać, przekazać klucz i wszelkie informacje, jakich będziecie potrzebowali. Jeśli chcecie zarezerwować ten hostel, możecie zrobić to pod tym linkiem. Jeśli chcecie znaleźć inny, dobry nocleg w odpowiadającej Wam cenie i mieć pewność, że będzie dokładnie tym, co Wam odpowiada, >>skorzystajcie z tej wyszukiwarki<< Wzgórze twierdzy Kalemegdan Dzień w Belgradzie rozpoczynamy od zwiedzania jego najstarszej części czyli twierdzy Kalemegdan, która znajduje się u samego ujścia Sawy do Dunaju. Zwiedzanie Belgradu dobrze się zaczyna, szczęśliwie auto udaje nam się pozostawić na parkingu nieopodal ambasady francuskiej. Twierdza dzieli się na dwie części: Dolną oraz Górną. Historia wzgórza Wzgórze przez stulecia stanowiło strategiczny punkt jednego z najstarszych europejskich miast jakim jest właśnie Belgrad, miasto wielokrotnie było zdobywane, niszczone i odbudowywane. Dzisiaj na wzgórzu znajduje się duży park, założony przez księcia Mihaila Obrenovica w 1867 roku, a w nim liczne pomniki i alejki zdobione wypielęgnowaną roślinnością. Samo miejsce pełni funkcję wypoczynkową i rekreacyjną. Mijamy sprzedawców pamiątek, mamy wrażenie, że z większości koszulek, kubków czy flag spogląda na nas Władimir Putin. Jak wiadomo Serbowie sympatyzują z Rosjanami, natomiast nie przepadają za Ameryką, trudno się nie dziwić, gdyż to właśnie NATO bombardowało Serbię za rzekome zbrodnie na Albańczykach. Warto zwrócić uwagę na Pomnik Wdzięczność Francji, który wyszedł spod rąk Ivana Meštrovica. Na terenie twierdzy znajduje się Muzeum Historii Naturalnej, Muzeum Wojska oraz ZOO. Odnajdujemy również antyczne wykopaliska i katakumby rzymskie. Spacerując podziwiamy czołgi, armaty i rozmaity arsenał wojenny pochodzący z rożnych lat. Arsenał wojenny pochodzący z rożnych lat Ze wzgórz podziwiamy imponującą panoramę na ujście rzeki Sawy do Dunaju. A następnie przechodzimy na zachodnią część wzgórza gdzie znajduje się taras widokowy, z tego punktu można podziwiać panoramę miasta, szczególnie Nowego Belgradu, znajduje się tutaj również wysoki pomnik „Victor”. Ujście rzeki Sawy do Dunaju 14-metrowy pomnik symbolu miasta - Victora (Pobednik) W parku możemy podglądać jak swój wolny czas spędzają mieszkańcy Belgradu Panorama miasta Belgrad Zwiedzanie Centrum i Kawiarnia "?" Obowiązkowym punktem zwiedzania Belgradu jest lokal o enigmatycznej nazwie „?”, zabytkowa kawiarnia jest położona przy ul. Kralja Petra 6. Drewniany budynek w stylu serbsko-bałkańskim wybudowano w 1823 roku dla kupca Nauma Icka, następnie lokal kierowany przez doktora Ećima Toma i kolejno przejęty w 1. połowie XIX w. I właśnie wtedy zaczęły się problemy z nazwą, gdyż nowi właściciele mianowali miejsce „Kawiarnią Katedralną”. Nazwa nie spodobała się władzą duchownym i nakazano jej zmianę, rządzący lokalem w geście sprzeciwu zawiesił szyld ze znakiem zapytania: „?”. Po jakimś czasie nazwa „?” tak się przyjęła, że postanowiono jej nie zmieniać. Właśnie w tym lokalu dostajemy tradycyjnie parzoną kawę, jej koszt to około 5 zł, a smak jest prawdziwy i mocny, sieciowe kawy, nie mogą konkurować z serbską tradycją. Nieopodal kawiarni znajduje się cerkiew Soborowa, którą także odwiedzamy. Należy pamiętać, że aby wejść do cerkwi trzeba zabrać ze sobą ubiór zakrywający ramiona oraz kolana. Kawa serwowana w „?” Spacerujemy główną ulica stolicy Serbii (Kneza Mihaila), która już od czasów rzymskich stanowiła tętniące życiem miejsce, obecnie pełno tutaj butików, restauracji i hoteli. Na ulicy malarze sprzedają swoje obrazy, a muzycy grając umilając zwiedzanie miasta. Część budynków jest już odnowiona, natomiast wiele wymaga jeszcze dużo pracy. Wzdłuż deptaku podziwiamy budynki charakteryzujące się stylem neorenesansowym Dom Marka Stojanovicia. Pod adresami Kneza Mihaila 46, 48 oraz 50 można podziwiać tzw. zespół domów obywateli, który powstał w latach 70 XIX w. Na końcu deptaku docieramy do pierwszego drapacza chmur wybudowanego w Belgradzie tuż przez II wojną światową. W Pałacu Albania bo właśnie tak się nazywa owy budynek, znajdują się przede wszystkim siedziby różnych firm. Parasole zdobiące ulicę Belgradu Historyczna zabudowa ulicy Kneza Mihaila Budynek "Domu prasowego" wzniesiony w latach 1958-1961 według projektu Ratomira Bogojevica Pomnik księcia Obrenovica Dochodzimy do Placu Republika, przy którym znajduje się Muzeum Narodowe, jednak to niestety jest zamknięte z powodu remontów. Co ciekawe, część dzieł sztuki ewakuowano przed nalotami NATO w 1999 roku i po dzień dzisiejszy nie zwrócono ich do muzeum. Podziwiamy pomnik który przedstawia księcia Obrenovica jadącego na koniu z szablą w dłoni. Budowla miała na celu uczczenie wyzwolenia Serbii spod okupacji Turków. Ponadto, to właśnie tutaj pod koniec lat 90, odbywały się manifesty antyamerykańskie. Z kolei w artystycznej części miasta – dzielnicy Skadarlija mijamy słynny hotel Moskwa (róg ulic Terazije i Balkanskiej), natomiast skręcając w górę mijamy budynek parlamentu. Budynek parlamentu Imprezowa Skadarlija i najstarsza dzielnica Zemun Decydujemy się na obiad w restauracji Vuk, gdzie mamy okazje spróbować ćevapčići, czyli roladek z grillowanego mielonego mięsa serwowanych z cebulą i ziemniakami. W zasadzie danie nie wyróżnia się niczym szczególnym i nie jest zbyt smaczne, natomiast udaje nam się odhaczyć jeden z lokalnych specjałów więc całe wyjście i tak liczymy na plus. Posileni spacerujemy ulicą Zetska słynącą z licznych restauracji, w przeciwieństwie do innych miejsc jest tutaj naprawdę cicho i można się zrelaksować w przyjemnym do samochodu i kontynuujemy zwiedzanie Belgradu kierując się do dzielnicy Zemun, która jest jednym z najstarszych miejsc w mieście, pierwsze ślady ludzkiej obecności pochodzą z neolitu. Nie zapuszczamy się w głąb dzielnicy, gdyż decydujemy się spacer wzdłuż rzeki, zatrzymujemy się na przerwę w jednej z kawiarni zlokalizowanych na brzegu. Kawiarnie przy ulicy Zetska Bokser na koniec dnia Blegrad to miasto różnorodne, niektóre miejsca zachwycają wdziękiem z drugiej strony momentami można poczuć się przytłoczonym budynkami w stylu brutalistycznym. Dla nas Belgrad to brama wjazdowa na Bałkany i właśnie tutaj rozpoczynamy swoją przygodę. Na nocleg jedziemy do Jagodiny, wcześniej zarezerwowaliśmy mieszkanie w mieście, ale kiedy podjeżdżamy pod budynek okazuje się, że wszędzie pogaszone jest światło, a na podwórku czuwa pies rasy bokser. Widząc „pupila”, raczej nie mamy ochoty na ryzyko związane z wejściem na teren posesji. Na dodatek mamy problem z telefonem i nie możemy skontaktować się z właścicielem mieszkania. Jest już późno ale udaje nam się znaleźć otwarty sklep, mówimy jak wygląda nasza sytuacji i prosimy o możliwość użycia telefonu właścicielki sklepu. Na szczęście okazuje się że dziewczyna obsługująca sklep zna człowieka, od którego mamy najmować mieszkanie, z uśmiechem na ustach kontaktuje się z nim i po parunastu minutach ten się zjawia. Żeby było zabawnie bokser, którego się obawialiśmy okazuje się miłym pieskiem, który po prostu chciał żeby kopnąć mu piłkę. Dostajemy klucze do domu i zostajemy w nim w trójkę, to znaczy ten trzeci to właśnie bokser. Wojwodina - Nowy Sad Adres: Serbia Wojwodina Nowy Sad, Stari grad Wojwodina: Autonomiczny okręg Serbii Stolica - Nowy Sad Przez Serbów nazywany Serbskimi Atenami Liczba ludności: ~381 tys. (2002r.) Powierzchnia: 129,4 km kw. Atrakcje turystyczne: Twierdza Petrovaradin Dunaj i liczne plaże Ok. 20 km od Centrum miasta Park Narodowy Fruška Gora Serbski Teatr Narodowy Festiwal muzyczny EXIT Novi Sad Jazz Festival Belgrad Adres: Serbia Belgrad, Kneza Mihaila Miasto: Stolica Serbii Starożytne Singidunum, daw. Białogród Liczba ludności: ~ 1,75 mln (2007r.) Powierzchnia: 359,9 km kw. Klimat: cechy klimatu kontynentalnego oraz umiarkowanego Parkowanie: w wyznaczonych miejscach za opłatą za pomocą smsa Belgrad uznawany jest ja za jedno najbardziej imprezowych miast świata Atrakcje turystyczne Ujście rzeki Sawy do Dunaju Twierdza Kalemegdan Cerkiew Św. Sawy Parlament Mauzoleum Josipa Broz Tito Ada Ciganlija - zalew rekreacyjny Zlatibor Adres: Serbia Zlatibor, Улица Панта Мијаиловића Miasto i region w Alpach Dynarskich Miejsce wypoczynku Serbów Baza wypadowa w Góry Dynarskie Jezioro zlatiborskie Dane aktualne na dzień Corps Diplomatique na Bałkanach Granica Węgry-Serbia Góry Po roku oczekiwania nadszedł w końcu czas wakacji. Czas w którym, wsiadamy, jedziemy i odpoczywamy. Zapraszamy na I część opowieści pod hasłem “Kropek na nieznanych drogach – Serbia”. Sam pomysł wakacji na Bałkanach wziął się z chęci zobaczenia czegoś innego niż w typowych kurortach z milionami “europejskich” turystów. Zobaczenia krajów gdzie całkiem niedawno toczyła się wojna, gdzie od 20 lat ludzie w końcu mają prawo posiadać samochód (relacja z Albanii), gdzie na podwórku pod oknem znajdują się groby bliskich (relacja z Sarajewa) i w końcu gdzie góry wpadają do morza (relacja z Czarnogóry). Trasa przebiegała tak aby zobaczyć stolice poszczególnych bałkańskich krajów. W pierwszy dzień jechaliśmy głównie autostradami (trzeba było tylko przebić się przez Polskę i kawałek Słowacji). Jako, że czekało na nas kilka państw i różne waluty postanowiliśmy wziąść tylko Euro wymieniając je na bieżąco wtedy kiedy potrzeba. Wczesnym rankiem, w końcu do pierwszego celu było ok. 900km, uruchomiliśmy silnik i pojechali przez Bratysławę i Budapeszt wprost pod granicę Serbską, gdzie miała się zacząć Nasza bałkańska przygoda. Kilkadziesiąt samochodów na dwóch pasach przed granicą przypomniało nam o tym, że tu kończy się Unia Europejska i zaczyna inny nieznany nam świat. Granica z Serbią Ale zaraz! Trzeci pas był wolny, nikt nie zapuszczał się do tego okienka, a nad nim znajoma flaga z gwiazdkami i napis “EU citizens”. Spojrzeliśmy na siebie, na znak, na samochody w kolejce (również z rejestracjami unijnymi), na wolny pas, na siebie i lampka nad głową oraz delikatny uśmiech powiedział nam, że “EU citizens” to my 🙂 Kierunkowskaz, jedynka, skręt, dwójka, mijane samochody, trójka, mijane spojrzenia zawistnych (a może zdziwionych) kierowców, czwórka, hamulec i okienko paszportowe. -Passports, please – rzekła celniczka, -Here you are – odpowiedzieli podróżnicy, -Ok, you can go – powiedziała Pani w mundurze, -Bruuum – odparł zadowolony Kropek. Przejechaliśmy przez granicę a za nami pozostał tłum samochodów. Poczuliśmy się jakbyśmy byli z innego świata. Oni czekają w kolejce, my jedziemy. Ech – Serbio – zaczynamy przygodę. Lecz po chwili, po kilkuset metrach drugie bramki graniczne, tym razem z celnikami serbskimi. Sytuacja taka sama: kilkadziesiąt samochodów w kolejce i jeden pas wolny z napisem “CD”. Spojrzeliśmy na siebie i bez dłuższej chwili zastanowienia ruszyliśmy naprzód. Skoro raz się udało bez kolejki to i czemu drugi raz ma się nie udać. Po dojechaniu do bramki podszedł celnik, wziął paszporty, otworzył je, zamknął i machnął ręką zapraszając do jazdy… ale w drugim kierunku aby się cofnąć i czekać jak wszyscy :). Na ten niespodziewany gest grzecznie wrzuciliśmy wsteczny bieg i ruszyli do tyłu mijając twarze z uśmieszkami 🙂 Jak się później okazało jednak nie należymy do “Corps Diplomatique”, nie mamy dyplomatycznych paszportów, Kropek też nie wygląda na dyplomatyczny samochód (chyba że jakiegoś biednego afrykańskiego kraju) i musimy stać jak wszyscy, jak zwykli śmiertelnicy, jak większość obywateli zwykłego świata, ale przynajmniej jedne bramki udało nam się przejechać szybko jak Ci “lepsi”. Po 40 minutach czekania w upale, sprawdzeniu paszportów, wbiciu pieczątek wjechaliśmy na serbską ziemie i serbską autostradę. Serbia Tu chwilę, tytułem wstępu, po krótce zanudzę historią 🙂 Serbia jest jednym z najmłodszych państw Europy. Dzięki naszemy czytelnikowi Piotrowi Kieracińskiemu należy się tu sprostowanie: Oczywiście Serbia nie jest nowym, młodym krajem. Kraj oraz naród serbów posiadają bogatą historię. Od wieków występowali na mapach Europy (również jako Raszka, Zeta). Nasze powyższe, pierwotne zdanie to taki skrót myślowy – chodziło nam o obecny kształt granic Serbii. Powstała w 2006 roku po rozpadzie Serbii i Czarnogóry (Federalna Republika Jugosławii). Wcześniej wraz z innymi obecnie krajami istniała Socjalistyczna Federacyjna Republika Jugosławii (Jugosławia), utworzona po II wojnie światowej. Liczne nieporozumienia oraz mieszanka różnych narodowości i kultur w pewnym momencie sięgnęła zenitu i wybuchła krwawa wojna domowa. Bośnia i Hercegowina Pozostalości po wojnie ? Sarajewo dziś Poszczególne republiki wchodzące w skład Jugosławii walczyły o swoje miejsce we współczesnym świecie. W latach 1991-1992 nastąpił rozpad Jugosławii. Późniejsze lata jeszcze bardziej podzieliły to co zostało – Czarnogóra odłączyła się od Serbii, a na terenach Serbii pozostały jeszcze dwa autonomiczne regiony. W 2008 roku kolejne zamieszki doprowadziły do jednostronnego ogłoszenia niepodległości przez Kosowo. Niepodległość Kosowa na chwilę obecną uznaje około połowa stałych członków ONZ, w tym Polska. Drugim autonomicznym regionem z własnym prezydentem i premierem jest Wojwodina. Jest to północny region Serbii rozciągający się od granicy z Węgrami do Belgradu. Kończąc wstęp historyczny naszym pierwszym celem wycieczki była stolica Wojowidiny – Nowy Sad. Początkowo chcieliśmy jeszcze jechać do Kosowa, ale z powodu drogiego (50 euro) wjazdu na teren Kosowa oraz, że leży ono trochę nie po drodze planu naszych wakacji zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Droga od granicy do Nowego Sadu nie wywarła na nas jakiegoś większego wrażenia. Może dlatego, że jechaliśmy autostradą, która była dobrą drogą dwupasmową. Teren płaski, poza drogą pola, pola, pola i co jakiś czas radiowóz policyjny. Wnoszenie opłat za autostrady jest trochę inne niż u nas. Jadąc zauważa się jedynie znaki, że zaraz będzie odcinek płatny, przejeżdża się jakby nigdy nic, a po jakimś czasie bramki i opłata, która nie jest specjalnie wysoka. Wojwodina – Nowy Sad Yugo – ich jest tu mnóstwo Nowy Sad Po jakimś czasie zjechaliśmy z autostrady i późnym popołudniem wjechaliśmy do stolicy Wojwodiny – Nowego Sadu. Miasteczko małe i ładne. Co od razu rzuciło nam się w oczy to samochody o odpowiedniej temu regionowi klasie. Większość to Yugo, Zastawa itp., więc i Kropek mógł się poczuć jak coś lepszego 🙂 Mieliśmy zarezerwowany hotel (hostel) w centrum miasta więc przejechaliśmy przez niemal cały Nowy Sad i dotarli na ulicę Radnicką, gdzie znajdowało się nasze lokum. Kropek zaparkował pod drzewem na ulicy i weszliśmy do hostelu. Osoba, która nas przyjmowała była wyjątkowo miła i pomocna. Już dawno nie spotkaliśmy się z tak sympatyczną obsługą. Opowiedziała nam wszystko to co chcieliśmy i nie chcieli wiedzieć, dała mapę miasta, pokazała gdzie i jak iść. Przyznam, że pełen profesjonalizm. W hostelu natomiast jak nigdzie indziej był niespotykany dla nas system mieszkania. Pokoje dla gości nie były zamykane na klucz, a torby i co cenniejsze zamykało się w szafkach znajdujących się w holo-kuchnii. W innym pokoju goście nawet nie zamykali drzwi i spali przy otwartych. Samego właściciela jak i osób z obsługi od wieczora do rana nie było w budynku. Była tylko kartka z telefonem, że jak coś to jest w budynku na ulicy obok. Widać tu duże zaufanie do odwiedzających. Na miejscu dostępny telewizor, Internet, express do kawy itp. sprzęty i nikt nic nie wynosił w nocy 🙂 Rynek i Ratusz MPO Twierdza Petrovaradin Po ogarnięciu się i zalaniu łazienki skierowaliśmy się na stare miasto. Jego centrum czyste i zadbane, jedynie jak się skręci w mniej popularną ulicę to już gorzej. Śmieciarki – złożone z konia i wozu obklejonego tekturą. Obdrapane mury, kontenery z nie pachnącymi śmieciami. Natomiast rynek starego miasta jak większość innych tego typu centrów. Plac, kościół, ratusz i ludzie. Centrum tętni życiem, a im bliżej nocy tym większy ruch. Ratusz nocąZachód Czysta szeroka ulica handlowo-reprezentatywna przypominała nam zakopiańskie Krupówki. Przespacerowaliśmy przez nią i skręcili w kierunku drugiej pod względem wielkości rzeki w Europie – Dunajowi. Od właściciela hostelu wiedzieliśmy co nas tam spotka – twierdza Petrovaradin. Sam Dunaj czysty, szeroki i ładny. Po drugiej stronie mostu znajduje się wspomniana okazała twierdza. Efekt zachodzącego słońca nad rzeką sprawiał, że miejsce nad Dunajem było magiczne. Przeszliśmy przez most pooglądali zaniedbane budynki i wrócili do czystego rynku Nowego Sadu. Po drodze przeszliśmy przez miejski park, również ładny jak i tłummy. Na rynku zjedliśmy kolację, napili jakiejś wody, pospacerowali i udali z powrotem do hostelu. Zmęczeni po całym dniu wrażeń poszliśmy spać mając na uwadze, że to dopiero początek… Belgrad O poranku podekscytowani nowymi wyzwaniami i nowymi miejscami opuściliśmy Nowy Sad. Znów podróżując autostradą po dwóch godzinach dojechaliśmy do Belgradu. Tam nie mieliśmy w planach noclegu więc od razu zabraliśmy się za zwiedzanie. Miasto duże i zatłoczone. Nie było widać jednak specjalnie śladów bałkańskiej wojny. Widzieliśmy tylko jeden zniszczony budynek (nie wiem czy to od wojny czy od czegoś innego). W palącym słońcu dojechaliśmy pod jedną z największych na świecie cerkwi prawosławnych. Cerkiew św. Sawy Remont w Cerkwi Fontanna Cerkiew św. Sawy znajduje się w samym środku miasta i dumnie góruje nad wąskimi uliczkami. Parkingu obok nie znaleźliśmy ale akurat trwał remont cerkwi więc wjechaliśmy na teren budowy i zaparkowali. Nikt się nie czepiał, nawet stacjonującą obok policja. Cerkiew robi wrażenie – duży biały budynek z kopułami i krzyżami. W środku nie było prawie nikogo, chociaż co jakiś czas wchodziły pojedyncze osoby całowały portret świętego i wychodziły. Przed cerkwią znajdował się zadbany mały plac z fontannami i ławkami. Odpoczęliśmy chwilę i ruszyli rzek Znalezienie miejsca parkingowego bliżej starego miasta chwilę nam zajęło. Nie mogliśmy się połapać jak wygląda sprawa z opłatami za parkowanie. Pod tym względem miasto nie jest przystosowane dla zagranicznych gości. Podjechaliśmy pod ambasadę Słowenii i tam po krótkiej rozmowie z policjantami dowiedzieliśmy się, że opłaty za parkowanie wnosi się za pomocą smsa, ale na jaki numer, co wpisać w treści i ile wynosi opłata nie potrafili nam powiedzieć 🙂 Nigdzie nie było na ten temat informacji, znaleźliśmy tylko numer na jaki coś trzeba wysłać. Belradzki deptak Zrezygnowaliśmy więc z opłat i pojechali poszukać czegoś darmowego i bez problemów. Dojechaliśmy nad ujście rzeki Sawy i Dunaju do reprezentatywnego wzgórza z celtyckimi fortyfikacjami – Kalemegdanu, skąd roztacza się wspaniały widok na miasto i okolice. Znaleźliśmy tam darmowe miejsce obok zajezdni tramwajowej przy wejściu na wzgórze. Zanim jednak ruszyliśmy zdobywać fortyfikacje przeszliśmy przez stare miasto. Tu podobnie jak w Nowym Sadzie i innych miastach – zadbany i szeroki deptak z licznymi sklepami dookoła. Nic wyróżniającego się. Napełniliśmy brzuchy i poszliśmy zobaczyć miasto z góry. Kalemegdan to wielki park z muzeami, pomnikami, budowlami rzymskimi, cerkwiami i zoo, całość otoczona starymi murami obronnymi. Prawdopodobnie tu znajdowała się celtycka osada oraz rzymskie miasto. Spacerowanie po niektórych zakamarkach parku grozi śmiercią o czym przypominają odpowiednie tablice informacyjne. Na szczycie góruje pomnik Rycerza Zwycięzcy, który dumnie spogląda na panoramę miasta. Park to Panorama Belgradu Twierdza Kalemegdan Wieża despoty Stefana Belgrad z tego miejsca wydaje się zielonym miastem. Niestety będąc w środku rzeczywistość pokazuje nieco inny obraz – duży ruch, chaos, kurz i smog połączony z ponad trzydziestostopniowym upałem. Belgrad to z pewnością ciekawe miasto, nieco inne niż zachodnie europejskie stolice. Nie ma tu tylu turystów co we Wiedniu czy Budapeszcie. Na pewno jest jednak warte odwiedzenia. Jeśli mielibyśmy nieco więcej czasu z pewnością poznaliśmy Belgrad lepiej i z pewnością znaleźli wiele ciekawych miejsc. My jednak nie mieliśmy całego dnia, a w planach jeszcze około 200km, niestety już nie po autostradach więc po odpoczynku w parku wsiedliśmy w samochód i znów przemierzając cały zatłoczony Belgrad udaliśmy się w kierunku górzystych terenów. Zlatibor Serbskie góry Jezioro z Zlatiborze Po kilkudziesięciu kilometrach skończył się płaski teren a zaczęła powolna wspinaczka. Początkowo zielone małe górki zmieniały się w coraz większe i większe. Początek Gór Dynarskich to takie nasze Bieszczady. Nie za wysokie i zielone. Im dalej na południe tym wyżej i ciekawiej. Naszym celem na ostatni nocleg w Serbii był Zlatibor. Wcześniej słyszeliśmy określenie, że Zlatibor to mała górska miejscowość nazywana Serbskim Zakopanem. W rzeczywistości odnieśliśmy wrażenie, że ktoś kiedyś wpadł na pomysł aby otworzyć setki straganów i utworzyć miasto w stylu “Targ i Rozrywka”. W mieście poza bazą wypadową w góry i małym sztucznym jeziorem znajdują się owe stragany i setki a nawet tysiące ludzi, którzy nie robią nic poza wydawaniem pieniędzy. Poza tym centrum targowym nie widzieliśmy jakichś tłumów, ani na pobliskich górskich polanach ani w pobliżu okolicznych miejscowości. W centrum Zlatiboru wszyscy cieszyli się zapachami kurczaków i kebabów, zimnym piwem i muzyką – beztroskie życie w centrum niczego 🙂 Nie myśląc za dużo wtopiliśmy się w tłum i oddali wakacyjnemu konsumpcjonizmowi. Ku przygodzie Po przespanej nocy w jednym z apartamentów wstaliśmy niczym świt i oddalili w kierunku Czarnogóry. Im bliżej granicy tym ładniejsze góry i większa ekscytacja. Coraz bardziej zanikały drzewa a ukazywały się skały. Prędkość podróżna zmniejszyła się znacząco w porównaniu do dnia poprzedniego. Górskie drogi i małe miasteczka z dużą dawka patroli policyjnych to nie autostrady. Co jakiś czas pod górą wydrążone tunele pozwalały nieco skrócić i przyciągnąć bliżej cel podróży. Wsie i miasteczka znikały w tylnym lusterku a przed przednią szybą wyrastały coraz to nowe góry. Po kilku godzinach przywitało nas kilka baraków oraz znak “Stop Policia”. W kolejce na granicy Serbsko-Czarnogórskiej spędziliśmy około godziny. Tu nie było dla nas osobnego pasa jak poprzednio 🙂 W końcu celnik serbski popatrzył z uśmiechem w paszporty, machnął ręką a my po chwili cieszyliśmy się z toczenia po czarnogórskiej drodze. Goodbye Serbia – Welcome Montenegro krzyczały razem z nami tablice informacyjne. I tak z uśmiechami na twarzach coraz bardziej zbliżaliśmy się do wyczekiwanego wypoczynku nad Morzem Adriatyckim. Ale jak się kilka kilometrów dalej miało okazać nasz uśmiech był przedwczesny, a niespodziewane problemy graniczne miały się dopiero zacząć……. Serbskie panoramy Skalne zwisy Granica z Czarnogórą SERBIA Mój Belgrad Poruszanie się po Belgradzie Przygoda w kanionie rzeki Tribuća Raszka, kolebka serbskiego państwa Topola - winnice królewskie Wzdłuż Dunaju Poruszanie się po Belgradzie Zwiedzanie pieszo Belgrad, jak oczywiście każde miasto, najlepiej jest poznawać pieszo. Wtedy mamy możliwość poczuć miasto wszystkimi zmysłami, jego zapach, dźwięki i autentyczne życie ulicy. Jednak nie jest łatwo być pieszym w stolicy Serbii. Oczywiście żaden kierowca nie będzie próbował rozjechać pieszego z rozmysłem, ale też nie zatrzyma się przed przejściem z własnej woli. Dlatego, aby zyskać szacunek szoferów, należy się wykazać odwagą i zdecydowaniem. Wtedy mamy możliwość przejść przez ulicę bez oczekiwania aż ktoś się zlituje i nas przepuści. Bez względu na to, że Belgrad jest bezpiecznym miastem i nie ma dzielnic, do których nie należy zaglądać, na turystów czekają rozmaite pułapki życia codziennego. Jedną z nich są psie odchody na chodnikach, szczególnie w samym centrum. Rzecz jasna odpowiednie przepisy nakładają na właścicieli obowiązek posprzątania po swoim pupilu, ale nikt tego nie egzekwuje. Może jeszcze bardziej niebezpieczną rzeczą są otwarte studzienki kanalizacyjne i inne, na jakie możemy się często natknąć na naszej drodze. Niejednokrotnie zbieracze surowców wtórnych zabiorą i pokrywę studzienki, którą z zyskiem sprzedadzą na złom. Tak więc należy dobrze patrzyć pod nogi ale nie tylko. Wskazane jest też patrzenie w górę, skąd może spaść fragment zniszczonej fasady lub sopel lodu, ale to raczej tylko w zimie. Latem natomiast możemy zostać polani wodą spływającą z klimatyzatora, które to często są umiejscowione na ścianie budynku, a nie mają zbiornika na wytwarzaną wodę. Oczywiście i tu istnieje przepis nakazujący uregulowanie odpływu i zabezpieczenie przechodniów. W Belgradzie jest wiele bezpańskich psów. Jednak jeżeli nie będziemy ich zaczepiać to i one nie będą zaczepiały nas. Problem się pojawia jeżeli boimy się psów, tak jak ja, lub nocą wkroczymy na jakiś teren, który jakieś stado czworonogów uważa za swój. Poruszanie się samochodem Kolejną przygodą naszego życia może być jazda samochodem po Belgradzie. Bez względu czy to nasze własne czy wynajęte auto, trzeba zachować ogromną ostrożność, bowiem kierowcy wyprzedzają bez kierunkowskazów, zmieniają pasy nagle i bez sygnalizowania tego zamiaru, jeżdżą szybko i nerwowo. I oczywiście w każdej sytuacji uważają, że to oni mają rację. Nie należy się tym zbytnio przejmować. Polecam jeździć zgodnie z przepisami, dozwolona prędkość w mieście to 50 km/h, jeżeli znaki nie mówią inaczej. Na miejscach z ograniczeniem policja często kontroluje szybkość. Należy ignorować nerwowe trąbienie jakie występuje przy ruszaniu, jak tylko światło zmieni się na żółte. Obowiązkowe jest zapinanie pasów. Dzieci do lat 12 nie mogą siedzieć na przednim fotelu. W związku z brakiem dostatecznej ilości miejsc do parkowania, samochody są parkowane bardzo blisko siebie i często są ocierane, nikt się specjalnie tym nie przejmuje. Strefy parkowania w centrum są oznaczone kolorami: I – czerwona, tu możemy parkować godzinę, II – żółta, parkowanie dwie godziny i III – zielona, trzy godziny. Po upływie tego czasu należy zabrać samochód z tej strefy. Za parkowanie płaci się SMS-em, na numery, które są podane na znakach oznaczających strefę na początku każdej ulicy należącej do danej strefy i na skrzyżowaniach. Należy wysłać SMS z numerem rejestracyjnym samochodu, bez odstępów, na numer przypisany danej strefie. Otrzymamy SMS zwrotny z potwierdzeniem opłaty za parkowanie. Przed zakończeniem opłaconego czasu także przychodzi do nas SMS informujący o tym fakcie. Za parkowanie płaci się w dni robocze od 7 do 21 a w soboty od 7 do 14. Po tym czasie możemy parkować bezpłatnie i bez ograniczeń. Innym wygodnym rozwiązaniem jest pozostawienie auta w publicznym garażu, gdzie nie musimy kontrolować czasu. Takich garaży jest w Belgradzie sporo, a zazwyczaj ilość wolnych miejsc jest wyświetlana na elektronicznej tablicy przed garażem. Szczyt komunikacyjny zdarza się w każdy piątek po południu, ale coraz częściej i w inne dni tygodnia i jest ciężki do przewidzenia. Jedyne, co jest pewne, to korki w deszczowe dni, kiedy to natężenie ruchu jest zwiększone kilkakrotnie. Taxi Poruszanie się taksówką po Belgradzie należy do sposobów wygodnych i niedrogich w stosunku do innych stolic europejskich. Jednak i tu należy zachować ostrożność. Większość taksówkarzy zrzeszona jest w korporacjach i można ich wezwać telefonicznie, wsiąść do taksówki na postoju lub zatrzymać pojazd przez podniesienie ręki na ulicy. Na postojach należy uważać na „dzikich” taksówkarzy, którzy pracują według własnego cennika lub nawet bez taksometru. Należy bezwzględnie unikać postojów przy dworcu kolejowym, autobusowym, na placu Terazije (przy początku ulicy Kneza Mihaila), przy dużych centrach handlowych. Zdarzają się nieuczciwi kierowcy, którzy włączają wyższą taryfę na taksometrze lub mają taksometry tak ustawione, że mimo właściwej taryfy opłata jest naliczana szybciej niż powinna. Każda taksówka powinna mieć oznaczenia korporacji, jeżeli ich nie ma to może to być taksówkarz niezależny i wśród nich często spotyka się naciągaczy. Oczywiście każdy pojazd musi mieć taksometr (cena nie jest negocjowalna), cennik usług i identyfikator kierowcy ze zdjęciem. Sama podróż taksówką to ciekawe doświadczenie. Przyjęte jest, że pasażer, jeżeli ma na to ochotę, siada obok kierowcy. A rozmowa z kierowcą należy do dobrego tonu. Sami kierowcy są zazwyczaj chętni do konwersacji i są doskonałym źródłem informacji o wydarzeniach w mieście. Z lotniska można oczywiście dostać się do miasta taksówką. Aby uniknąć naciągaczy, którzy czatują w hali przylotów i zachwalają swoje nierealnie drogie usługi, należy wziąć voucher przy samym wyjściu z hali. Cena jest z góry ustalona w zależności od tego, w której strefie znajduje się interesujący nas adres docelowy. Przejazd do centrum miasta to 1800 din (1 EUR=122 din). Z voucherem udajemy się do taksówki na postoju przed wyjściem, dajemy go kierowcy i jedziemy. Płacimy kierowcy przy wysiadaniu. Napiwki dla kierowców są mile widziane, zazwyczaj rachunek się zaokrągla w górę, przewóz bagażu jest wliczony w cenę, a na naszą prośbę kierowca ma obowiązek wystawić rachunek. Jeżeli kierowca pali i to nam przeszkadza, proszę spokojnie poprosić o zgaszenie papierosa. A jeżeli zamawiamy taksówkę telefonicznie, możemy poprosić o niepalącego kierowcę. Komunikacja publiczna Belgradzki transport miejski obejmuje autobusy, tramwaje i trolejbusy. Jest to szybszy rodzaj przemieszczania się niż własny samochód, bo (w centrum) pojazdy jadą po specjalnych bus pasach. Transport autobusowy obsługuje państwowy przewoźnik i przewoźnicy prywatni, dlatego wygląd autobusów miejskich, jak i ich stan, są bardzo zróżnicowane. Na wszystkie rodzaje komunikacji miejskiej obowiązuje jeden rodzaj biletu, który możemy kupić w kiosku lub u kierowcy (po wyższej cenie - 150 din). W kiosku możemy kupić elektroniczny bilet, na który wielokrotnie możemy dopłacać wybraną kwotę. Dokonuje się tego w punktach (najczęściej kioskach) z napisem BusPlus. Jest kilka rodzajów biletów BusPlus: elektroniczna portmonetka – karta kosztuje 250 din plus kwota jaką chcemy wpłacić, co można robić wielokrotnie na jedną kartę, ważna jest przez 3 lata od kupienia. Po wejściu do autobusu należy kartę odczytać, przykładając ją do czytnika umieszczonego przy drzwiach. Zostanie z niej zdjęta odpowiednia kwota (1 i 2 strefa 89 din, ważna 90 min od odczytu, można w tym czasie zmieniać środki transportu, ale przy każdej przesiadce trzeba kartę ponownie odczytać. Ważne jest abyśmy wsiedli do ostatniego środka komunikacji miejskiej przed upływem 90 min i możemy kontynuować podróż dowolnie długo, to znaczy do końcowego przystanku). Z takim rodzajem karty może podróżować jedna lub więcej (do 5) osób, co reguluje się odpowiednimi ustawieniami na samym czytniku, przed odczytaniem karty. dzienne karty – kupuje się w kiosku i są ważne od momentu zakupu przez 1, 3 lub 5 dni. Nie obejmują linii nocnych (od 00 do 04h). Cena za 1 i 2 strefę odpowiednio: 1 dzień – 250 din, 3 dni – 700 din i 5 dni – 1000 din. Sama karta w kiosku kosztuje 40 dinarów. Taką kartę należy przykładać do czytnika przy każdym wsiadaniu i przesiadce. bilety jednorazowe – kupowane u kierowcy, nie muszą być odczytywane na czytniku, kosztują 150 din (1 i 2 strefa). Należy przygotować drobne, bo nie zawsze kierowca ma odpowiednio małe nominały aby wydać resztę. Wszystko wygląda skomplikowanie, ale nie jest takie. Po pierwszej przejażdżce po mieście z pewnością opanujemy wszystko. Mapa stref jest umieszczona w każdym pojeździe, zazwyczaj za kierowcą. 1 i 2 strefa obejmują centrum i szerszy obszar miasta, włączając lotnisko i jest to rejon wystarczający do zwiedzania miasta. W pojazdach częste są kontrole, a kontrolujący mają czytniki do kart BusPlus i są w cywilnych ubraniach, pracują we wszystkie dni tygodnia, także w niedziele. W transporcie miejskim zdarzają się nielogiczne sytuacje, kiedy po długim okresie oczekiwania, na przystanek podjedzie kilka autobusów z tym samym numerem. Zdarzają się też przestoje na liniach tramwajowych, kiedy to ze względu na awarię lub po prostu brak prądu, tramwaje stoją jeden za drugim. Sama podróż tramwajem jest przygodą, bo stare pojazdy (a takich jest większość) huśtają się jak na falach wzburzonego oceanu i dostarczają niezapomnianych przeżyć pasażerom. Tramwajowa linia numer 2 krąży wokół starej części miasta i jest doskonałym środkiem do poznania życia ulicznego stolicy za niewielkie pieniądze. Nowe, komfortowe hiszpańskie tramwaje jeżdżą na liniach 7, 9 i 13, do Nowego Belgradu, bowiem większość szyn w starej części miasta nie jest do nich przystosowana. Na wszystkich przystankach możemy otrzymać precyzyjne informacje w odległości ilu przystanków znajdują się autobusy, trolejbusy czy tramwaje przyjeżdżające na ten przystanek. Należy jedynie wykonać połączenie z telefonu komórkowego z numerem, jaki jest podany na każdym przystanku. Opłata jest symboliczna. Kierowcy komunikacji miejskiej nie zawsze stosują się do ograniczeń prędkości i może nam się zdarzyć, że kierowca śpieszący się na obiad do domu, rozwinie zawrotną dla takiego pojazdu szybkość. To też ciekawe doświadczenie. Trafiają się też szoferzy rozmawiający przez telefon w czasie jazdy, ale także wpuszczający pasażerów pomiędzy przystankami :) Tu pozdrowienia dla pana kierowcy na linii 51. Jak w każdym większym europejskim mieście, trzeba uważać na złodziei kieszonkowych, szczególnie często operujących w godzinach szczytu w zatłoczonych autobusach. Latem korzystanie z usług komunikacji miejskiej może być utrudnione, bo liczba pojazdów bywa znacznie zmniejszona i nasza cierpliwość może być wystawiona na ciężką próbę. Także sama podróż nie stanowi przyjemności z uwagi na temperatury i często niewystarczająco wydajną klimatyzację. Krótsze odcinki proponuję pokonywać pieszo, co w takich warunkach wydaje się lepszym rozwiązaniem. Rowery Ścieżki rowerowe są wyodrębnione w niektórych częściach miasta, jak np. Nowy Belgrad. W innych rowerzyści są zmuszeni do poruszania się po ulicach razem z samochodami, co bywa uciążliwe. Najlepsze do jazdy są ścieżki wzdłuż Dunaju i Sawy (z Zemunu poprzez Nowy Belgrad), przez Most Branka (Brankov most) – gdzie jest winda dla rowerów, a także wzdłuż rzek, od dzielnicy Dorćol do Ady Ciganliji. Przy samych ścieżkach są miejsca do odpoczynku i serwisy rowerowe. Ada Ciganlija jest również świetnym miejscem dla rowerzystów i to zarówno ze swoim pojazdem jak i bez. Na samej Adzie jest kilka wypożyczalni rowerów dysponujących różnymi pojazdami, które zadowolą młodszych i starszych amatorów pedałowania. Istniejące ścieżki rowerowe są często okupowane przez spacerujących, ponieważ mają równą nawierzchnię, a także przez bezdomne psy, dla których obszczekanie rowerzysty jest rozrywką i z tym też należy się liczyć. Mimo wielu „niebezpieczeństw” jakie czyhają na turystów przybywających do Belgradu, poruszanie się po tym mieście, jakimkolwiek środkiem transportu, zapadnie długo w pamięć. Tak jak i bezinteresowna pomoc, na jaką możemy liczyć ze strony mieszkańców, którzy są skorzy nieść ją w każdej chwili. Od starszych pań zagadujących w autobusie miejskim, poprzez taksówkarzy barwnie opowiadających o swoim mieście, po młodych, poświęcających swój czas by odprowadzić zbłąkanego turystę na właściwe miejsce. Te wszystkie odruchy serca wynagrodzą dziurawe ulice, zatłoczone trolejbusy czy wąskie chodniki z nieprzepisowo zaparkowanymi samochodami. Bo dla mnie Belgrad to przede wszystkim ludzie a jak się po nim będziemy poruszać to sprawa drugorzędna. Może się kiedyś spotkamy na jakiejś belgradzkiej ulicy? * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * tekst i zdjęcia: Irmina Stanković (Belgrad) blog autorki: Serbia po polskuIrmina Stanković na stałe mieszka w Belgradzie, gdzie jako zawodowy przewodnik oprowadza wycieczki po najciekawszych jego zakątkach. Jeśli wybieracie się do Serbii, to już wiecie, kto będzie Waszym najlepszym przewodnikiem (nie tylko po stolicy!) - kontakt: w linku do bloga autorki - polecamy! Bałkańska księgarnia Potrzebujesz sprawdzonego przewodnika po Bałkanach? Poszukujesz niezawodnej mapy? Polecamy książki, przewodniki i mapy wprost od wydawcy! Zajrzyj do naszej księgarni! Podróżuj bezpiecznie! Każdy wyjazd wiąże się z potencjalnym zagrożeniem. Bezpieczeństwo osobiste, ubezpieczenia, podróż samochodem, pociągiem, samolotem Sprawdź! Bałkańskie rytmy Kręcą Cię bałkańskie klimaty? Posłuchaj utworów, które przeniosą Cię w niesamowity świat dźwięków i poezji. Teledyski, teksty oraz tłumaczenia bałkańskich utworów. Posłuchaj bałkańskich rytmów! Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Grecja, Macedonia, Rumunia, Serbia, Słowenia, Turcja Wszystkie kraje >>

jak wygląda flaga belgradu